W Polsce pracuje coraz mniej lekarzy internistów, a także ubywa szpitalnych oddziałów chorób wewnętrznych i ograniczane są możliwości dostępu do lekarzy pierwszego kontaktu. Najbardziej boleśnie konsekwencje tej sytuacji odczuwają pacjenci, którzy wymagają opieki lekarza chorób wewnętrznych.

W przekonaniu Naczelnej Rady Lekarskiej oraz Towarzystwa Internistów Polskich źródłem tego problemu jest m.in. niewystarczające finansowanie szpitalnych oddziałów internistycznych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. NRL krytycznie też odnosi się do planowanego ograniczenia możliwości pracy internistów w podstawowej opiece zdrowotnej, jeśli nie mają oni specjalizacji z medycyny rodzinnej.  „Pełne wykorzystanie wysokich kwalifikacji lekarzy internistów w podstawowej opiece zdrowotnej pozwoliłoby na zmniejszenie zapotrzebowania na konsultacje u lekarzy innych, nierzadko bardzo wąskich specjalności i mogłoby się przyczynić do skrócenia kolejek do niektórych specjalistów. Z punktu widzenia pacjenta przyspieszyłoby dostęp do prawidłowej diagnostyki i leczenia” napisali w liście otwartym członkowie samorządu lekarskiego.

Luka pokoleniowa, której skutkiem jest brak specjalistów chorób wewnętrznych, dodatkowo pogarsza tę sytuację. Młodzi lekarze nie chcą się specjalizować w internie, bo wiedzą, że nie ma dość szpitalnych oddziałów chorób wewnętrznych, a możliwości wykonywania tego zawodu w POZ też są mocno ograniczone.

NLR jest przekonana, że gdyby uznano choroby wewnętrzne za jedną z priorytetowych dziedzin medycyny oraz zapewniono odpowiednią ilość rezydentur dla lekarzy, którzy chcieliby się specjalizować w leczeniu chorób wewnętrznych, wtedy sytuacja mogłaby się poprawić. Jednak, żeby tak się stało, należałoby przeanalizować, jakie miejsce w systemie opieki zdrowotnej powinny zajmować placówki, w których są udzielane świadczenia zdrowotne związane z chorobami wewnętrznymi. Trzeba by również zastanowić się nad tym, jak właściwie wykorzystać wiedzę i umiejętności lekarzy chorób wewnętrznych.